Wspominam sobie dzieciństwo. Kiedy byłam na zimowym obozie harcerskim. Drużynowy zaprowadził nas na stos i zapisał do szkoły narciarskiej. Tam pod okiem instruktora zaczęliśmy poznawać tajniki szusowania na stokach. Po dwóch dniach byliśmy już na dużym stoku i ostre białe szaleństwo nie miało końca. Teraz jestem już dorosła i nie mogę jeździć na obóz harcerski, ale z przyjemnością każdego roku biorę udział w wyjeździe narciarskim w gronie znajomych.