
Otworzyłem drzwi na chwilę przed naciśnięciem dzwonka. Cofnęli się jednocześnie, zupełnie jak bliźnięta. Ciekawe, czy tak ich tam szkolą, czy też to kwestia przypadku... Wykrzywiłem twarz w grymasie mającym symulować uśmiech. Przed drzwiami stali Malinowski i Kowalski. Tak się przynajmniej przedstawiali.

- Witam panów. Proszę - zaproszenie, które padło z moich ust było równie szczere jak ich uśmiechy i nazwiska.

- Dzień dobry - rzucił wyższy. - My tylko na chwilę.

Wzruszyłem ramionami i ruszyłem w stronę salonu. Przez duże, uchylone okna wpadał przyjemny powiew wiatru, sprawiając, że człowiek zapominał, że dopiero niedawno skończyła się zima.

- Możemy usiąść?

Niższy nie czekając na moją zgodę usiadł przy stole i zaczął grzebać w plastikowej torbie.

- Są - oświadczył triumfalnie i wyciągnął trzy butelki piwa.

Wzruszyłem ramionami. Nie spodziewałem się gości. Zwłaszcza tak niemile widzianych.

- O co chodzi? - postarałem się, aby chłód w głosie był wyraźny. - Przecież była umowa. Miałem dostać pół roku urlopu.

- Sprawy się komplikują - rozłożył ręce wyższy.