
Rano naniosłem ostatnie poprawki w reportażu dla Polsatu „Niebezpieczne kontakty Sumlińskiego”. Na szczęście wszystko można było zrobić w łóżku. Zmęczenie po wczorajszych zdjęciach było tak silne, że dopiero południowy pobyt w saunie pozwolił mi stanąć jakoś na nogach. Rozmowa z Wojtkiem Sumlińskim przeprowadzona w czasie jego pobytu w szpitalu psychiatrycznym od miesiąca leży w Polsat. Ma pójść razem z reportażem.
Jeśli wszystko pójdzie planowo, na początku stycznia ukaże się na DVD film „Zabić Papałę”. Zdecydowałem się pokazać film w kilku miastach w Polsce i spotkać się z jego widzami. Choć niechęć do kontaktów z ludźmi ostatnio jest bardzo silna. Przypomina mi się sytuacja z „To my, rugbiści”, „Blokersami”, które dopiero po jakimś czasie, po okresie krążenia w obiegu zamkniętym trafiły na srebrny ekran.
Jakże wybiórcze są media. Kiedyś przypadkowo natknąłem się z ekipą telewizyjną na pewnego znanego senatora „pod wpływem”. Wówczas usłyszałem o manipulacji, nierzetelności, a niektórzy dziennikarze, zaprzyjaźnieni z pijarowcami senatora, przeprowadzili analizę taśmy, z której wynikało, że senator był trzeźwy. To, że mówił od rzeczy, że czuć od niego było woń alkoholu było bez znaczenia. Za karę zredukowano emisję „Nakręconej nocy” i wyznaczono specjalną osobę odpowiedzialną do kontroli, czego media nie zauważyły. Przemilczały. No cóż, Elżbieta Kruk dzisiaj jest zaledwie posłem, jako szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, mogła upijać się do woli, chodzić w stanie wskazującym i żadna stacja nie miała odwagi puścić jej „pod wpływem” Dziennikarze taktownie spuszczali wzrok.
Na zdjęciu kadr z wczorajszych zdjęć. Zdjęć Elżbiety Kruk było dzisiaj w nadmiarze. I może Piotr Pacewicz ma racje, że w tym polowaniem dzisiaj na Elżbietę Kruk zatracono proporcję.